Powakacyjny raport

2 Wrz

Zaniedbałam nietoperza okropnie, ale zamierzam się poprawić i reaktywować. Oczywiście nie jako blogerka (zwykle jestem leniem i nie chce mi się pisać własnych postów), ale jako kolekcjonerka „osobliwości”, zatem nadal będę publikować posty rodzaju „Co jest ciekawego w Internecie?”.

Tytułem podsumowania: nietoperz działa od marca i w tym czasie odwiedziło go 2 062 osób (poszły konie po betonie, niedługo stanę się najbardziej opiniotwórczą bloggerką w Polsce, czuję, że to nadejdzie :)), w tym najwięcej wejść było dnia 19 czerwca (aż 82!) kiedy umieściłam link i zdjęcia dotyczące rosyjskiej pływaczki, która zanurkowało nago pod lodem, aby pływać z białuchami. Pamiętam, iż to nagłe ożywienie bardzo mnie zaskoczyło, ale bardzo szybko przyszło opamiętanie a wraz z nim refleksja, iż osiągnęłam ten wynik, dzięki niezwykłej urody pływaczce (i jej atrakcyjnym pośladkom).
Bardzo lubię przeglądać statystyki oraz sprawdzać frazy wyszukiwarek, czyli informacje o tym, co takiego ludzie wrzucili w google, że znaleźli się na moim blogu. Do tej pory moja ulubiona fraza to „ animal sex jerze”!

Ale inne frazy też są niczego sobie:

Niektórzy zadają google bardzo szczegółowe pytania takie jak to:

No i to tyle, jeśli chodzi o statystyki.

Niestety wakacje powoli dobiegają końca, ale obfitowały w fajne wydarzenia, jak również międzyludzkie a nawet międzygatunkowe relacje.

Przede wszystkim pod koniec czerwca pisałam o zorganizowanym przez Jennifer Willets Rocky Mountains BIOart Camp, który odbył się w The Banff Canter w Kanadzie. Oczywiście, kiedy znalazłam o nim ogłoszenie, termin zgłoszeń już dawno minał a ja byłam zupełnie bez kasy, dlatego wzdychałam tylko po cichu, że nie warto nie być w Rockies… Ale cóż się okazało… Niech żyją Interdyscyplinarne Studia Doktoranckie UJ „Społeczeństwo – Technologie – Środowisko” (powinni się nimi zainteresować doktoranci po pierwszym roku, ponieważ mają ciekawy program i jeszcze lepsze stypendia naukowe oraz wbrew pozorom naprawdę o przyjęcie mogą starać się kandydaci reprezentujący różne dyscypliny naukowe), dzięki którym udało mi się pojechać do Kanady. Wprawdzie nie byłam uczestniczką obozu pełną gębą, ale kręciłam się wokół wydarzeń, które miały tam miejsce. Między innymi uczestniczyłam w dniach otwartych, gdzie biorący udział w wydarzarzeniu artyści, naukowcy oraz studenci prezentowali swoje projekty, jak również w konferencji, która stanowiła podsumowanie obozu. Wyhodowałam również własną bakterię w szalce Petriego, jakiegoś okropnego bakcyla, który męczył mnie przez cały czas pobytu w Kanadzie. Co lepsze, szalkę z moim „przyjacielem” udało mi się przemycić przez granicę:). Tym samym ocaliłam mój pierwszy bio art project.

Dzięki uprzejmości Jennifer udało mi się przeprowadzić rozmowy z niektórymi uczestniami obozu i zamierzam opublikować je na nietoperzu, jak tylko znajdę chwilę czasu, aby je spisać. Na razie zamieszczam jedynie zajawkowe zdjęcia, ale opiszę tu projekty wszystkich uczestników obozu i umieszczę dokumentację, którą udało mi się wykonać.





The Banff Center to magiczne miejsce i jeśli ktoś z Was jest artystą, powinnien się tam udać na rezydencję lub na szkołę letnią. Dysponują niesamowitą bazą dydaktyczną i znakomitymi pracowniami. Każdy znajdzie tu coś dla siebie, niezależnie czy interesuje go taniec, teatr, malarstwo, muzyka czy media.

Natrafić na dobry film, kiedy podróżuje się samolotem graniczy niemalże z cudem. Zwykle podczas długiego lotu oglądam wszystko co mają, aż się zmęczę i zasypiam. Ale tym razem było inaczej, ponieważ Air Canada zafundowało mi film „Temple Grandin” o znakomitej profesor zoologii, która znana jest z tego, iż udoskonaliła procedury związane z ubojem krów, jak również z tego, iż „myśli jak krowa”.
Polecam również film dokumentalny o Temple Grandin, który można zobaczyć na YT.

Grandin jest autystyczką i porównuje swój sposób percepcji do sposobu odbierania świata przez zwierzęta. Po powrocie bardzo ucieszyłam się, iż właśnie ukazała się po polsku jej książka „Zrozumieć zwierzęta. Wykorzystanie tajemnic autyzmu do rozszyforwywania zachowań zwierząt”.

Książka jest rewelacyjna i żaden „zaklinacz psów” oraz inni zwierzęcy szarlatani nie mogą jej dorównać! Przede wszystkim podoba mi się w niej to, iż pozbawiona jest czułostkowości, która zwykle towarzyszy dyskusji o ochronie praw zwierząt.. W rozważaniach autorki nie ma miejsca na „wino czerwone, pieski szalone”, co mi samej zdarza się bardzo często, szczególnie kiedy obcuję z Królową i (ostatnio) z Pasierbkiem (znajda). Książkę czyta się jednym tchem, znajdziecie w niej opowieści o mądrych papugach, koniu, który bał się kapelusza oraz perwersyjnych wieprzach!

Oto mała próbka tego, czego można się po książce spodziewać:

Australijscy antropologowie uważają (…), że w ciągu lat współpracy z wilkami, ludzie nauczyli się działać i myśleć jak wilki. Wilki polowały w grupach, a ludzie nie. Miały one w odróżnieniu od nas zlożone struktury społeczne. Wilki zawierały przyjaźnie z niespokrewnionymi osobnikami tej samej płci, a ludzie zapewne nie, wziąwszy pod uwagę fakt, że tego ordzaju przyjaźnie nie występują u współczesnych naczelnych. Wilki były przywiązane do określonego terytorium, ludzie zapewne nie. (…) Gdy zastanowimy się co nas wyróżnia od innych naczelnych , okaże się, że są to właśnie psie cechy.
(…) wilki nie tylko nauczyły nas wielu nowych, użytecznych zachowań. Zapewne zmieniły również budowę naszego mózgu. Skamienieliny wskazuja, że kiedy jakiś gatunek ulega udomowieniu, jego mózg zmniejsza się. Mózg konia zmniejszył się o 16 procent, świni aż o 34 procent, a psa o 10 do 30 procent. Dzieje się tak, ponieważ kiedy ludzie zaczynają troszczyć się o zwierzeta, nie potrzebują one już pewnych funkcji….
Obecnie archeolodzy odkryli, że 10 tys lat temu, włąsnie w chwili, gdy ludzie oficjalnie zaczęli grzebać swoje psy, zaczął się też zmniejszać ich mózg. Skurczył się o 10 proc podobnie jak mózg psa. (…) U wszystkich zwierząt domowych było to przedmózgowie z płatami przednimi i ciało modzelowate, które stanowi tkankę łączącą obie półkule. A u ludzi było to śródmózgowie, odpowiadające za emocje i dane zmysłowe, a także opuszki węchowe, odpowiadające za węch…

Ciekawe? Noooo!

Na koniec chciałabym się podzielić moim pomysłem na projekt. O kunie domowej będzie to projekt!
Otóż podczas tych wakacji kuny dwa razy zaatakowały przewody zapłonowe w moim samochodzie. Raz o mały włos nie stanęłam na środku ruchliwego skrzyżowania, drugi raz kiedy wybierałam się na wakacje. Zatem projekt o kunie to dla mnie sprawa osobista. Kiedy napisałam znajomemu, który pochodzi z Bałkan, że mikro-zwierzak zjadł mi kawałek samochodu, spytał się nawet czy mam trabanta. Ktoś inny powiedział „I tak masz szczęscie, że przegryzła ci kable, ale nie zostawiła zdechłego gołębia pod maską”. Chciałabym zorganizować konsultacje społeczno-artystyczno-ekologiczne dotyczące kuny domowej i jej niszczycielskich zapędów. Czytałam, iż kuna jest zwierzeciem terytorialnym i nie można się jej za bardzo pozbyć, zatem zastanawiałam się czy nie da sie jej polubić? Co można dać w zamian kunie, aby zostawiła moje kable zapłonowe? Myślałam o tym, aby we współpracy z ekologami i studentami (może również studentami ASP?) zaprojektować na przykład budki dla kuny itp. Skoro budujemy budki dla ptaków i karmniki, to dlaczego nie stworzyć czegoś podobnego dla kuny? Może jakiś plac zabaw przeznaczony dla kun? Może, jeśli kuna otrzyma możliwość jakieś bardziej atrakcyjne rozrywki, przestanie interesować się tym, czym nie powinna? Chciałabym w ramach tego projektu zaprosić jakiś ciekawych ludzi (na przykład przyrodkników lub eokologów), porozmawiać z tubylcami, którzy zmagają się z kunami, stworzyć jakieś małe projekty sieciowe w oparciu o media społecznościowe. Może kuna-projekt mógłby się stać częścią większego projektu artystyczno-medioznawczo-ekologicznego dotyczącego zjawiska synurbizacji? Nie ukrywam, że projekt Ozz Natalie Jeremijenko jest dla mnie źródłem inspiracji, ale sam pobyt w Banff sprawił, że zaczełam się zastanawiać nad dzikimi zwierzętami zamieszkujacymi w mieście. Będąc w Banff nasłuchałam się tylu opowieści o grizzly i kuguarach, że bałam się wyjść sama na szlak (jak się potem okazało słusznie w czym ostatecznie utwierdziła mnie historia o mamie grizzly, która stała jednemu panu na plecach i dyszała mu w okolicach karku), ale dzikie zwierzęta pojawiały się tam wszędzie w najbardziej niespodziewanych miejscach i okolicznościach. Kojot widziany o 7 rano w okolicach McDonalda, jeleń sikający w klombie i wszechobecne Urocitellus columbianus (czyli wiewiórki ziemne). Byłam tym szczerze zachwycona, ale potem pomyślałam o mojej kunie, która musiała przegryźć kable, żebym zwróciła na nią uwagę i zrobiło mi się wstyd… Tak zrodził się pomysł na kuna-projekt. Ktoś chętny?

I to chyba koniec mojego raportu.

Jedna odpowiedź to “Powakacyjny raport”

  1. karolina plinta Wrzesień 8, 2011 @ 5:05 pm #

    Kuna przegryza Ci kable, a Ty chcesz jeszcze jej wyrko budować:) Bardzo ciekawe, a ja zdałam sobie teraz sprawę, że o kunach nie wiem nic… jak żyją etc. Ale chętnie pomogę, choć mi przegryza kable nie kuna, lecz kot. Jeden zamach pazurkiem i po sprawie:)

    Btw, odnośnie blogów – „Sztuka na gorąco” przeżywa złoty okres oglądalności. Obecnie ilość wejść stoi na liczbie 2 869, a wszystko dzięki… opisaniu historii galerii kaskada w Szczecinie. Mam wrażenie, że cały Szczecin szuka info o kaskadzie… Ludzie szukają na moim blogu także innych info, np. „jak najlepiej stracić dziewictwo jaka pozycja”

    pozdrawiam!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: