Zwierzyniec w Zachęcie

17 Kwi

Zwierzyniec w Zachęcie
Agnieszka Kowalska, źródło Gazeta Wyboracza, 18.12.2009

Duże i małe, domowe i dzikie, przytulane przez człowieka albo wypychane – na wystawie w Zachęcie mamy istny zwierzyniec.
Tytuł otwartej wczoraj wystawy „Wszystkie stworzenia duże i małe” zapożyczony został z serii książek angielskiego lekarza weterynarii i pisarza Jamesa Herriota – pełnej ciepła i humoru kroniki życia weterynarza w dolinach Yorkshire. Jednak międzynarodowa ekspozycja w Zachęcie nie jest sielankową opowiastką w stylu „Zwierzyńca” dla dzieci. Choć ciepła i humoru w niej nie brakuje.

Kuratorka wystawy Maria Brewińska, zgłębiając temat zwierząt w sztuce najnowszej, nie mogła się nadziwić, jak bogato i różnorodnie jest on reprezentowany. I choć nie zdecydowała się na pokazanie „Piramidy zwierząt” Katarzyny Kozyry czy bardziej drastycznych prac wiedeńskich akcjonistów, to nie przemilczała również trudnych kwestii w relacjach człowiek (artysta) – zwierzę.

Mamy tu fotografie Rafała Milacha i Andrzeja Sidora z serii „Życie po śmierci” o zwierzętach zabijanych, wypychanych i przerabianych na „atrakcyjne” gadżety. Jean-Charles Hue pokazuje okrucieństwo walk psów, Vito Acconci – strach kota, którego nie chce wypuścić poza wyznaczoną przez siebie strefę, Gabrielle Stelbaum – tresowane cyrkowe słonie.

Jest sporo prac starszych, z lat 70. i 80. XX w., kiedy po fali ruchów ekologicznych, protestów w obronie zwierząt stworzenia duże i małe pojawiły się również w sztuce, najczęściej w performance’ach i filmach wideo. W Zachęcie możemy zobaczyć m.in. fotografie Natalii LL, która w futrze założonym na nagie ciało tarza się po kanapie; wideo Mariny Abramović i Charlesa Atlasa „SSS” z artystką w kapeluszach z żywych węży czy książkę autorską Grzegorza Kowalskiego, który kolegom artystom zadał w 1978 r. pytanie: „Czy mógłbyś i czy chciałbyś wcielić się w zwierzę przed obiektywem?”.

Mamy też wyjątkową okazję obejrzenia filmowej dokumentacji najsłynniejszego performance’u z udziałem zwierzęcia – Josepha Beuysa „Lubię Amerykę i Ameryka lubi mnie”. W 1974 r. zamknął się on na trzy dni w pomieszczeniu galerii z dzikim kojotem, który symbolizował Amerykę, z którą artysta niepogodzony z wojną w Wietnamie próbował się w ten sposób pogodzić. Kojot kąsa go, szarpie za nogawki, zachęca do zabawy, razem obserwują przez okno ulice Nowego Jorku.

W ostatniej, mrocznej sali, w której rozlega się krakanie wron sfilmowanych w kościele przez Douglasa Gordona i gdzie czarny kot spogląda na nas swoim jedynym zdrowym okiem, stoi niezwykła rzeźba Artura Malewskiego – staruszek przypominający Charlesa Darwina, porośnięty sierścią jak daleki praprzodek człowieka. – Na tej wystawie chcemy też złamać dominującą wciąż w naszym świecie ideę antropocentryzmu i wyższości człowieka nad zwierzętami. Warto przypomnieć o napisanej przez Darwina w połowie XIX wieku świetnej książce „O wyrazie uczuć u człowieka i zwierząt”, w której opisuje, jak one się boją, odczuwają radość, ból, emocje przypisywane dotąd wyłącznie człowiekowi – mówi kuratorka Maria Brewińska.

Empatię w stosunku do zwierząt świetnie oddał Józef Robakowski, który sfilmował swojego kota Rudzika i użyczył mu swojego głosu. Gdy Rudzik się myje, słyszymy w tle przeciągłe: „liżę”, a gdy zastyga w bezruchu: „myślę”.

Wystawę w galerii Zachęta przy pl. Małachowskiego 3 można oglądać do 21 lutego

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: